ul. Żurawia … szpital … ostatni przystanek na drodze życia mego Niunia …

Byłam dziś na Żurawiej … jak co roku. Gdzieś tak w połowie listopada zaczynam odczuwać tę nieodpartą wręcz potrzebę aby tam pojechać. Dlaczego? Nie wiem. Nie potrafię tego wytłumaczyć. To tak, jakbym musiała zamknąć jakiś kolejny rozdział mego życia (a może raczej podrozdział). Już wcześniej zaplanowałam sobie, że to będzie właśnie dziś. Od rana byłam jakaś roztrzepana, nieprzytomna … i bardzo smutna :( . Czułam się tak, jakby ktoś na klatce piersiowej położył mi betonową płytę … brakowało mi powietrza … łapałam je wielkimi haustami jak ryba wyrzucona na brzeg. Czasami tak mam.

Poprosiłam moją kochaną siostrę aby zawiozła mnie dziś na Żurawią. Mogłam pojechać tam sama, ale nie chciałam. Już w drodze czułam jak łzy cisną mi się do oczu … uwolniłam je jak już byłyśmy na miejscu. Znajomy budynek, parking, schodki, wejście … i to okno, za którym zobaczyłam poręcz łóżka (może to było to samo łóżko, na którym odszedł mój Niuń?). Lawina wspomnień runęła na mnie tak nagle, że aż się zachwiałam. Zapaliłam papierosa. I. mówiła coś o mężu swojej koleżanki z pracy (być może aby wyrwać mnie trochę z tej lawiny) … nie wsłuchiwałam się za bardzo. Byłam „gdzie indziej” … :( .

W pierwszym roku żałoby najpierw pojechałam na ul. Ogrodową … tam woziłam Niunia na kolejne chemie. MUSIAŁAM tam pojechać. Pamiętam jak szłam przez długi korytarz tak dobrze mi znany … powoli … szczególna atmosfera i to coś, co czułam chyba tylko TAM … zapach śmierci. Poszłam na pergolę, gdzie siadywaliśmy z Niuniem aby porozmawiać sobie, porozwiązywać razem krzyżówki albo po prostu pomilczeć trzymając się za ręce. Usiadłam, zamknęłam oczy i starałam się przypomnieć sobie wszystkie chwile, które spędziliśmy wspólnie z Niuniem w tym znienawidzonym przez Niego szpitalu. Łzy płynęły mi z oczu nieprzerwanie. Nie pamiętam ile czasu tam siedziałam … godzinę? … dłużej? Czasami wchodził tam jakiś pacjent aby zapalić papierosa stojąc przy otwartym oknie. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nikt o nic pytał. I dobrze.

Na Ogrodowej byłam tylko jeden jedyny raz (latem) … na Żurawią jeżdżę co roku (w połowie listopada). Wczoraj minęły 3 lata od dnia gdy z Ogrodowej przewieziono Niunia na Żurawią. To był piątek … w nocy z poniedziałku na wtorek odetchnął po raz ostatni :( .

Przede mną kolejna rocznica. Każda jest inna. Intensywność bólu maleje z czasem, ale OGROMNA STRATA na zawsze pozostanie OGROMNĄ STRATĄ. To się nie zmieni. Poczucie samotności (czytaj: WDOWIEJ SAMOTNOŚCI, a nie samotności w ogóle!), braku przynależności (ja – NICZYJA), marne poczucie bezpieczeństwa … to wszystko nadal we mnie tkwi. Czy kiedyś minie? Nie wiem :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz

„rocznicowy smutek” …

            Równo 34 lata temu poznałam mego Męża. Pojawił się w moim życiu całkiem nieoczekiwanie i pozostał już w nim do końca … do końca swego życia. Bardzo mi Go brakuje i często jeszcze łapię się na niedowierzaniu, że już nigdy do mnie nie wróci. Zamykam oczy i „widzę” Jego uśmiech, „słyszę” Jego głos. Nie zapomniałam … nigdy nie zapomnę. Przyzwyczaiłam się do tęsknoty, oswoiłam ból po stracie, ale wdowia samotność nadal uwiera i to się już chyba nie zmieni.

            Smutno mi dziś, ale nie jest to smutek depresyjny. Mogę go nazwać takim „rocznicowym smutkiem”. Niedługo kolejna rocznica … rocznica rozstania na zawsze :( . Wydaje mi się, że każda kolejna jakby mniej boli, ale jednak boli. Bo nic się przecież nie zmienia, nadal Go nie ma. Nie ma Go namacalnie, bo w moim sercu jest nadal … ZAWSZE w nim będzie. Znalazł w nim swoje miejsce i już w nim pozostanie. Trochę Mu to zajęło, bo dość długo byłam nieczuła na wszelkie Jego starania. Nie ustąpił, nie zrezygnował i w końcu zdobył moje serce :) . Zawsze powtarzał, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i nie mógł odpuścić. Mój kochany Niuń :) .

            Smutno … pusto … samotnie … zimno w sercu … :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , | Skomentuj

zajrzałam dziś do szafy …

            Zajrzałam dziś do szafy, w której wiszą (jeszcze) ubrania mego Niunia. Czegoś szukałam. Zaczęłam ich dotykać, a łzy same popłynęły mi z oczu. Tak, mam jeszcze Jego rzeczy, nie pozbyłam się, nie wyrzuciłam, nie oddałam … Nie mam zamiaru (jeszcze) zastanawiać się DLACZEGO … bo nie wiem … nie mogę … NIE CHCĘ! Koniec kropka!

            Zajrzałam dziś do szafy, w której wiszą ubrania mego Niunia i dotykając ich doświadczyłam uczucia jakby był blisko (świadomość tego, że On już nigdy nie wróci w ogóle się tu nie liczy!) … Wierzę w to, że On jest cały czas blisko, przy mnie … za szybą … czuwa nade mną, przygląda mi się, obserwuje wszystkie moje przemiany … widzi jak coraz częściej się śmieję, jak czuję się szczęśliwa, jak znowu CHCĘ ŻYĆ … Kocham Go nadal BARDZO … to się nigdy nie zmieni … ZAWSZE będę Go kochała … i On o tym wie :) . Mam pewność, że jest ze mnie dumny … wiedział, że sobie poradzę (pewnie dlatego mi się nie śni).

            Zajrzałam dziś do szafy, w której wiszą ubrania mego Niunia i poczułam taką ogromną tęsknotę za Nim. Zanurzałam twarz w tych Jego rzeczach … już Nim nie pachną … czas odebrał mi Jego zapach, powoli zaciera również szczegóły z naszego wspólnego życia. Tak bardzo chciałabym je wszystkie zatrzymać … nie da się :( . Czas nie jest łaskawy … bezlitośnie wykrada wspomnienia.

            Zajrzałam dziś do szafy, w której wiszą jeszcze ubrania mego Niunia i przez jeden krótki moment poczułam się znowu ŻONĄ … nie WDOWĄ … miłe uczucie … uleciało, rozpłynęło się, zniknęło, nie ma :( . Szkoda.

            Zajrzałam dziś do szafy, w której nadal wiszą ubrania mego Niunia i …

 

„Może nadal na niego czekam.

Podobnie jak jego rzeczy. Kosmetyczka. Szczotka do włosów.

Szczoteczka do zębów. Woda po goleniu. Czekają na niego na umywalce. Wyglądają tak naturalnie.

Wygląda to tak, jakby w każdej chwili mógł się pojawić, żeby ich użyć.

Jakby nic złego się nie stało, nigdy się nie stało.

Może wpatruję się w ciemność, żeby go znaleźć.

A potem po prostu czekam. Cierpliwie czekam na jakiś znak. Na sygnał, kiedy mam wejść na wizję.

Mówią, że zawsze miałam go u swego boku. Cóż, teraz została mi tylko kiepska wersja.

W pewnym momencie powiedzieli, że dam radę dalej żyć.

No i daję radę. A co tam. Pracuję, prowadzę firmę i zajmuję się ranczem.

Ale to tylko zachowywanie pozorów. Czy ja naprawdę żyję? Nie. Funkcjonuję na przekór sobie.

Jestem dobra w odgrywaniu tego, czego doświadczyłam w życiu.

Ale wierzę, że to, co mówią, jest prawdziwe.

Że strata mojego ukochanego stanie się zasobem w moim życiu.

Że będę cieszyć się z tego, co razem przeżyliśmy, i będę dzięki temu szczęśliwa.

Że dam radę iść dalej.

Czekam cierpliwie, aż wszystko to się spełni.

Wtedy będę mogła wyjść z tej ciemności.

I wejść do światła.”

Lisa Niemi-Swayze „Walczyłam o Patrica. Opowieść o miłości i życiu po stracie”

 

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

czas kradnie życiu szczegóły z przeszłości …

            Wczoraj minęło 31 miesięcy odkąd zostałam sama. Kiedy to przeleciało? Czasami jeszcze mam wrażenie jakbym „wczoraj” wiozła Go ostatni raz do szpitala … potem gdzieś się to rozpływa. Czas zamazuje pamięć … wiele obrazów z przeszłości staje się coraz bardziej niewyraźne, coraz więcej szczegółów znika. Niektóre obrazy pozostaną niezmienione, ale większość z nich rozpłynie się w czasie i nie pomoże sama świadomość, że chciałabym je WSZYSTKIE zatrzymać w sobie na zawsze i gdy tylko zechcę móc je odtworzyć ze wszystkimi szczegółami. Nie ma tak :( .

            Przeczytałam właśnie książkę Lisy Niemi-Swayze pt.: „Walczyłam o Patricka. Opowieść o miłości i życiu po stracie”. To nie jest książka dla każdego (tak mi się wydaje), bo nie każdy ją zrozumie, ale przeczytać może ją każdy. Żona znanego aktora Patricka Swayze opisuje w niej 21 miesięcy walki z chorobą męża (miał raka trzustki) nie unikając najmniejszych szczegółów (łącznie nawet z nazwami leków). Na wielu stronach tej książki odnalazłam siebie … momentami miałam wrażenie, że to jest MOJA historia. Książkę czytałam błyskawicznie do chwili aż doszłam do momentu ostatecznego – śmierci Patricka. Odłożyłam książkę i przez kilka dni znajdowałam dla siebie milion wytłumaczeń dlaczego do niej nie wracam. Aż się przemogłam. Któregoś wieczoru leżąc już w łóżku zdecydowałam się przeczytać to o czym przecież wiedziałam od początku. Łzy utrudniały mi czytanie, ale nie poddałam się. Żałuję, że sama nie zdecydowałam się na to, aby opisać naszą (moją i Niunia) historię. W tej chwili już straciłam zbyt wiele szczegółów aby rzetelnie wszystko opisać. Szkoda :( .

            Cieszę się, że trafiłam na tę książkę … los doprowadził mnie do niej. Dobrze, że ją przeczytałam … było mi to potrzebne.

             „Wpojono nam, że tak długo, jak istnieje życie, istnieje też nadzieja. A śmierć łamie wszystkie zasady. Nie możemy się na nią przygotować. To sprzeczne z naszą naturą. Zgoda na czyjeś odejście oznacza doświadczenie ogromnej, bolesnej straty, zanim jeszcze przyjdzie się zmierzyć z tą największą ze wszystkich strat. Jaka większa porażka może nas spotkać? Śmierć jest największą z nich. Kiedy pozwoliłam mu odejść, wiedząc, że idzie w objęcia Śmierci, czułam, że poniosłam klęskę. Jedynym sposobem, żeby to znieść, było nieustanne przypominanie sobie, że był to akt miłości, który mu obiecałam. I nie chodziło tu o mnie … Chodziło o miłość. Moja miłość, która stała z boku jako swój własny wróg, w swojej własnej postaci i na swoim własnym miejscu. Musiałam pozwolić mu odejść i poddać się swojej własnej miłości.”

 

„Nigdy nie przypuszczałam, że zobaczę śmierć z odległości

kilometra.

Sądziłam, że podkradnie się od tyłu i mnie zaskoczy.

Będę bez majtek.

Ale było inaczej. Zobaczyłam jej widmo, które zamajaczyło

w oddali,

ustawiając się czekając, czekając pewne siebie, na niego.

Włożyłam moje kimono do karate.

Przyjęłam pozycję walki, zbliżając się do śmierci, która stała przede mną.

Badając jej modus operandi (łac. sposób działania) i próbując zidentyfikować jej

słabe strony,

jej litość,

skłonność do negocjacji.

A śmierć przyglądała się mojej mizernej postaci, jak robiłam

krok do przodu i do tyłu z całą odwagą i determinacją,

które jestem w stanie z siebie wykrzesać. Patrzyła na

zarys mojego ciała jak na zdjęcie rentgenowskie, widząc

tylko czerń i biel. I przy całej mojej odwadze i determinacji

patrzyła tylko, gdzie może mnie zranić, ponieważ

stawiałam opór. W bok klatki piersiowej. W kark.

W moje grube udo …

A potem, jeśli nadal będę próbowała z nią walczyć, jeśli nie

dam za wygraną,

dokładnie wymierzy mi cios, który trafi prosto w gardło,

przez mostek do przepony, i który może złamać mi serce.

Próbowała tego już wcześniej, a nuż tym razem się uda,

a może następnym razem …

 

Dzwonię do niej.

Nie odbiera.

Błagam ją.

Nie odpowiada.

Nigdy nie przypuszczałam, że zobaczę śmierć z odległości

kilometra. Ale czas zabiera mnie i tego, kogo kocham

prosto w jej objęcia. I dlatego czeka tam taka pewna siebie.

Nie dba o mnie.

Nie dba o to, że przestanę kochać życie.

Jestem zaledwie kłębkiem osobliwych uczuć, których nigdy

nie zrozumie.

Ja. Utrapienie.

Jak mucha bzycząca nad uchem.

W milczeniu mówi do mnie: „Zejdź mi z drogi. Albo cię zranię”.

Jakie to proste.

                                               Jesień 2009 roku”.

Lisa Niemi-Swayze. „Walczyłam o Patricka. Opowieść o miłości i życiu po stracie.”

 

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

ot życie …

            Dziś jest mi smutno :( . Może to dlatego, że za oknem pada deszcz … Zaczęło się już wczoraj wieczorem … wspomnienia, tęsknota, pustka … nawet płakałam. A może to dlatego, że wczoraj był wtorek? Często tak mam, że najpierw odczuwam smutek, a potem zdaję sobie sprawę, że właśnie jest wtorek, albo poniedziałek.

            Niedawno ktoś mi powiedział, że nie powinnam marnować czasu na pisanie tu o swoich smutkach, że powinnam cieszyć się życiem (czy jakoś tak). Ten blog założyłam DLA SIEBIE i właśnie po to aby móc tu pisać o swoich smutkach. Nie ma przymusu czytania. Jeżeli nie mam z kim porozmawiać o tych swoich smutkach, to mogę je wszystkie „wylać” TU. Nie musi się to nikomu podobać, ważne że MNIE pasuje. Tłumaczę się? Hm …

            Czeka mnie przeprowadzka … dokładnie jeszcze nie wiem kiedy, ale niedługo. Zrezygnowałam ze swego miejsca na ziemi … tak było sprawiedliwie. Świadomie podjęłam decyzję o swoim życiu u kogoś, z kimś, przy kimś … już na zawsze. Nie miałam zbyt wielkiego wyboru. Takie życie. Widać nie sądzone mi było żyć samej tak jak chciałam. Nic nie dzieje się bez powodu. Poddałam się. Teraz staram się widzieć w tym tylko te dobre strony. Staram się myśleć pozytywnie, staram się podchodzić do tego optymistycznie … staram się, staram się, staram się … Jak tak naprawdę mocno będę się starała, to może w końcu odzyskam wewnętrzny spokój, powoli pogodzę się i będę szczęśliwa. Tego sobie życzę.

            Ciągle jeszcze łapię się na myśleniu, że gdyby żył mój Niuń, to wszystko byłoby inaczej. Niby nie powinnam tak myśleć, bo przecież niczego to nie zmienia. Cóż … samo się myśli. Bez Niego moja wartość spadła prawie do zera. Bez Niego często czuję się jak pionek na szachownicy. A najbardziej wkurza mnie to, że większości wokół wydaje się, że lepiej ode mnie wiedzą co jest dla mnie dobre … powinnaś to, nie powinnaś tego czy tamtego … Powinnam żyć po swojemu! Czyżby ktoś ukradł mi do tego prawo?

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , , , , , | 4 komentarzy

niczyja …

            Smutno … leżę w łóżku, a obok mnie puste miejsce … wspomnienia … tęsknoty ogromne … zamykam oczy i widzę Go … patrzy na mnie, a z ruchu Jego warg odczytuję doskonale wszystkie słowa … ale … nie słyszę Go, nie czuję Jego dotyku, zapachu … BOLI. W sercu mam wyrwę … nie będzie blizny … wyrwa krwawi wspomnieniami.

            Dobrze, że noc jest czarna … nie oświetla łez … darowuje smutkowi intymność. Czeka cierpliwie aż do rana by usnął ostatni spazmowy wstrząs, by wyschła ostatnia łza … by wszystkie tęsknoty ucichły, a pragnienia niespełnione by odpuściły i odeszły.

            To MÓJ smutek, MOJE tęsknoty, MÓJ ból, MOJE łzy i pragnienia … i NIC komu do tego !

* * *

czasami

nocą

budzę się

czując

jak mocno

ściskają mnie

czyjeś ramiona

to

moje ramiona

ściskają mnie

tak mocno

że budzę się

nocą

czasami

:(

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

jestem jaka jestem …

            Dziś mija 123 poniedziałek odkąd odszedł mój Niuń. Tak, znów policzyłam … chciałam. Już tak długo Go nie ma przy mnie :( . Przeżywam bez Niego kolejną wiosnę … ukochaną wiosnę. To już trzecia moja samotna wiosna. Każda następna jest mniej bolesna … taka kolej rzeczy. Mija rozpacz, intensywność bólu maleje, żałobny obłęd zanika, źródełko wdowich łez wysycha … zostaje pustka, tęsknota i samotność. Te trzy „przyjaciółki” być może szybciej opuszczają inne wdowy … W moim przypadku najwierniejsza jest Samotność, zaraz za nią Tęsknota, a Pustka wpada już raczej rzadko. Ciągle jednak jeszcze są blisko i dają o sobie znać … zupełnie jakby bały się, że o nich zapomnę. Pilnują mnie.

            Nadal codziennie myślę o moim Niuniu. Czy celebruję żałobę? Bo myślę o nim? Bo piszę o nim tutaj? Bo czasem jeszcze mówię jak mi bez Niego źle? Dlaczego miałabym to zmieniać? I czy to właśnie rzeczywiście jest celebrowaniem żałoby? To JA … taka jestem … nie chcę się zmieniać. Tak często mam świadomość, że gdyby żył mój Mąż byłabym traktowana zupełnie inaczej i nie wymyśliłam sobie tego … tak jest. To boli … właśnie to „inne” traktowanie utwierdza mnie w przekonaniu, że wdowa to gorszy gatunek człowieka :( . Czy zwracanie na to uwagi też powinnam zaliczyć do celebrowania żałoby? Nie wiem … i nie chcę się zastanawiać. Jestem jaka jestem … jestem wdową … nie wybrałam sobie tego bytu, zostałam na niego skazana i nikt nie pytał mnie o zdanie. Jeżeli jestem nie do zaakceptowania, to trudno :( .

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

walentynki …

* * *

przepycham

przez MÓJ CZAS

kolejny dzień

przeznaczony mi do życia

„dzień zakochanych”

staram się nie zatrzymywać zbyt długo

na wspomnieniach

nie poddaję się tęsknotom

kanaliki łzowe

poutykałam resztkami rozsądku

usiłuję nie udawać że ŻYJĘ

po prostu przepycham

kolejny dzień

 

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , | Skomentuj

smutno mi …

            Jutro Walentynki … święto zakochanych … trzecie Walentynki bez Niunia :( . Najchętniej wzięłabym dziś tyle proszków nasennych wieczorem, aby zasnąć i obudzić się dopiero w niedzielę. Nie da się … nie chcę robić sobie krzywdy. Trzeba będzie jakoś przeżyć ten dzień … utulić tęsknotę, ujarzmić nagle pojawiające się spazmy, osuszyć łzy (tak strasznie, ogromnie, bardzo, niezmiennie … chciałabym być blisko Niego, móc się wtulić w Jego silne ramiona … ) … przepchnąć jak najszybciej ten dzień przez MÓJ CZAS i schować do skrzyneczki z napisem „przeszłość” :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , | Skomentuj

boję się …

            Strach … właściwie towarzyszy mi przez całe życie (pewnie nie tylko mnie). Zmienia tylko swoje oblicze gładko dostosowując się do okoliczności. Nie chcę wyliczać ani charakteryzować wszystkich postaci mego strachu jaki towarzyszył mi przez lata. Jedno jest pewne, jego natężenie również było różne.

            Nie chcę się bać, jednak nie mam żadnego wpływu na obecność strachu. Bywają momenty, że wręcz paraliżuje mnie od środka czerpiąc z tego widocznie jakąś niezdrową przyjemność. Bo nawet gdy uda mi się o nim zapomnieć, to zaraz skutecznie mi się przypomina pompując w moje myśli chorą wyobraźnię :( .

            W tej chwili powodem mego strachu jest brak poczucia bezpieczeństwa :( . Wdowa bez pieniędzy, to problem całej rodziny. „Co się ze mną stanie?”, „Gdzie się podzieję?”, „Jak będę dalej żyła?” … – to pytania, które ostatnio często goszczą w mojej głowie. I niby najbliżsi zapewnili mnie, że wszystko będzie dobrze i się ułoży, a oni mi pomogą … tylko dlaczego strach nie zniknął? W pierwszej chwili owszem, spłynęła na mnie ulga i jakiś taki wewnętrzny spokój, ale to trwało bardzo krótko. Dlaczego nie potrafię uwierzyć w to na 100%? Jest takie powiedzenie, że „nie boją się tylko głupcy”, ale czy tylko o to chodzi? A może po prostu boję się kolejnych zmian w moim życiu? Nie lubię zmian, taką już mam naturę. Ostatnio zmiany w moim życiu nie zależą ode mnie i wcale ich nie chciałam.

            Gdybym miała kasę, to zostałabym tu, w MOIM DOMU. Kocham to miejsce … kocham tu każdy kąt, każdy mebel, ścianę … Tu byłam szczęśliwa … kocham tu być, kocham tu żyć … Gdy tylko pomyślę, że będę musiała stąd odejść, to od razu czuję jak do oczu napływają mi łzy :( . Nie pobiegnę do kolektury i nie zagram w totka … jestem trzynastego urodzona, więc nie mam co liczyć na szczęśliwe numerki. To „szczęście” przeznaczone jest dla innych.

            Smutno mi … ciężko na duszy … Tak bardzo chciałabym uwolnić się od tych wszystkich zmartwień, trosk, problemów, „niewiadomych” … chciałabym uwolnić się od strachu. Odetchnąć z ulgą i po prostu normalnie żyć dalej … jakkolwiek, byle bez stresu, napięcia … Czy to kiedyś nadejdzie? Czy to w ogóle możliwe?

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , , , | Skomentuj

nowy rok – kolejna wiosna …

            Nowy rok … co się kojarzy z nowym rokiem? Nowe postanowienia, nowe marzenia, nowe plany … W tej chwili jestem chora, więc myślę tylko o tym aby być zdrowa. W tym nowym roku chciałabym znowu pojechać na moją kochaną działeczkę i spędzić tam wakacje, chciałabym „na moment” pojechać do Okoniówka nad jezioro … reszta moich chceń dotyczy już bardziej innych niż mnie samej. Widocznie jestem minimalistką. Albo być może nic więcej w tej chwili nie przychodzi mi do głowy. Chceń niemożliwych do realizacji nie będę tu wyliczać bo nie ma to żadnego sensu.

            Nowy rok kojarzy mi się z nowym życiem … wszak ślub wzięłam 31 grudnia. Każdy kolejny wzbogacał doświadczenie o te lepsze jak również o te gorsze przeżycia … powiększał bazę wspomnień.

            Nowy rok oddala mnie od momentu, gdy mogłam jeszcze dotknąć mego Niunia, gdy patrząc w Jego kochaną twarz starałam się zatrzymać w pamięci jak najwięcej szczegółów (wręcz uczyłam się na pamięć Jego twarzy czując w pobliżu oddech „tej, na którą większość nie czeka”) … 

            Nowy rok (niestety jeszcze), za każdym razem gdy nadchodzi, przypomina mi o tym co straciłam, czego nigdy już nie przeżyję i czego nie będę miała :( .

            Nowy rok … niedługo (zawsze tak myślę) nadejdzie wiosna, a z nią NADZIEJA na wszystko i tego chcę się trzymać, o tym myśleć (chociaż czasami mam wrażenie, że to niewykonalne). Kocham wiosnę i zawsze zaczynam o niej myśleć właśnie gdy zaczyna się nowy rok.

            Nowy roku, czekam na wiosnę … czekam na jej zapach, na nadzieję i odrodzenie jakie z sobą niesie … czekam na burzę kolorów przyrody, na wiosenny deszcz na twarzy … czekam …

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , | Skomentuj

kolejne Święta Bożego Narodzenia bez …

            Kolejne Święta Bożego Narodzenia przede mną … kolejne święta bez Niunia :( . Nie da się nie myśleć, nie tęsknić, nie wspominać … Ja krzątałam się w kuchni pichcąc świąteczne specjały, a On z córą ubierał choinkę … Brakuje mi tego … bo jak ma nie brakować? Smutne, że już nie podzielę się z Nim opłatkiem i nie złożę Mu świątecznych życzeń … smutne, że nie położę pod choinką żadnego prezentu dla Niego i że już nie będę śpiewała z Nim kolęd … :( .

            Fakt, jest inaczej … nie ma już we mnie rozpaczy. Została jednak tęsknota i smutek na samo wspomnienie … ale On będzie ze mną w te święta … w moim sercu :) .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , | Skomentuj

żyję przeszłością, choć ona nie wróci, ponieważ jeszcze nie potrafię żyć teraźniejszością i przyszłością …

            Pamiętam jak wyobrażałam sobie jak to będzie gdy moja głowa już posiwieje … Nie myślałam wtedy, że będę sama. Owszem, zastanawiałam się nad śmiercią … Nie boję się śmierci, boję się umierania w samotności :( . Boję się, że w tej ostatniej dla mnie minucie nie będzie przy mnie nikogo, kto trzymałby mnie za rękę :( . Przy moim Niuniu byli wszyscy Jego najbliżsi (oprócz Jego Taty) … zadbałam o to. Nie odchodził samotnie pozostawiony samemu sobie i choć nie było już z nim kontaktu wierzę głęboko, że WIEDZIAŁ o naszej przy nim obecności.

            Przez te ostatnie dwa wspólne lata (lata z Jego chorobą) często rozmawialiśmy o tym jak będziemy się razem starzeć. Gdy lepiej się czuł chodziliśmy na długie spacery i obiecywaliśmy sobie, że zawsze już będziemy chodzić na takie spacery. Zupełnie tak, jakbyśmy chcieli oszukać rzeczywistość. Planowaliśmy co będziemy RAZEM robić, gdzie RAZEM pojedziemy … Wszystkie nasze wspólne marzenia prysły jak bańka mydlana :( .

            Jestem sama już dwa lata, a nadal za Nim tęsknię, myślę o Nim codziennie, wspominam, kocham … To wszystko co mam. Ktoś kto ma przy sobie tę „drugą połowę” nigdy tak do końca mnie nie zrozumie :( . Dobrze jest radzić: „nie żyj przeszłością, bo ona nie wróci, żyj teraźniejszością i przyszłością”. To jest jednak BARDZO trudne … przynajmniej dla mnie. Nigdy nie lubiłam zmian (bałam się ich wręcz), a tym bardziej zmian, które kompletnie ode mnie nie zależą. Ktoś niedawno mi powiedział, że zmiany nie muszą być złe. Może i NIE MUSZĄ, ale ja jakoś nie potrafię znaleźć w mojej niezaplanowanej zmianie życia nic dobrego :( . Czy to oznacza, że po prostu nie potrafię szukać, że się uparłam?

            Kiedyś czułam swoją siłę (Niuń tyle razy mówił mi, że chciałby mieć choć połowę tej mojej siły) i ona pomagała mi pokonywać różne życiowe problemy. Teraz już jej nie czuję … opuściła mnie chyba :( . Moja samotność widać nie chce iść w parze z moją siłą … wyparła ją :( . A może ją tylko uśpiła i kiedyś nadejdzie taki dzień, że moja siła zbudzi się z tego długiego snu? A to już nazywa się NADZIEJA :) .

Tę piosenkę puszczałam w kółko zaraz po śmierci Niunia. Nie rozumiałam jeszcze wtedy tekstu … nie interesował mnie … spodobała mi się melodia. Teraz znam już tekst i zastanawiam się czasem co naprowadziło mnie akurat na TĘ piosenkę …

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

„Śmierć jest niczym.
To tak, jakbym się wymknął do sąsiedniego pokoju.
Jestem wciąż sobą i Ty jesteś sobą.
Czymkolwiek dla siebie byliśmy, tym jesteśmy nadal.
Nazywaj mnie moim dawnym imieniem, mów do mnie tak, jak zawsze mówiłaś.
Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę poważnej i smutnej miny.
Śmiej się; tak jak zawsze śmialiśmy się z żartów, które bawiły nas oboje.
Baw się, uśmiechaj, myśl o mnie.
Módl się za mnie.

Niech moje imię zawsze będzie wymawiane zwyczajnie, bez śladu cienia.
Niech wypowiadane będzie bez nacisku, bez cienia żałoby.
Życie znaczy to samo, co zawsze znaczyło.
Dlaczego miałbym zniknąć z Twojego serca, skoro zniknąłem tylko z oczu?
Czekam na Ciebie, tylko przez krótką chwilę, aż przyjdzie Twój czas.
Jestem gdzieś blisko, pamiętaj.
W sąsiednim pokoju lub tuż za rogiem.
Wszystko jest w porządku.”

H. Scott Holland

 

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , | 2 komentarzy

kolejna rocznica …

            2 lata temu o tej porze siedziałam w szpitalu przy łóżku mego Męża i modliłam się o cud. Mimo tego, że lekarze powiedzieli mi, że to jest już stan krytyczny, że zaczął się obrzęk płuc … ja miałam nadzieję na cud. Wierzyłam głęboko, że w każdej chwili wszystko może się odmienić … bo dlaczego nie? Rozum namawiał mnie do pogodzenia się z faktami, a serce całe emanowało nadzieją. Rozum próbował bez przerwy je zagłuszać, ale ono się nie dawało … było silne … właśnie dzięki nadziei.

            Ich walka zakończyła się o godz. 1.38 w nocy … i to rozum niestety miał rację :( . Minęły 2 lata, a ja nadal wszystko tak doskonale pamiętam … chcę pamiętać. Ćma za oknem … mimo końca listopada. Przyleciała późnym wieczorem i została po drugiej stronie szyby „do końca”. Ćma – złodziejka dusz.

            Boli … kompletna pustka w głowie … kompletna pustka wokół … smutek najcięższej kategorii … :( .

            … muszę to przeżyć … JAKOŚ … i przeżyję … nie mam wyjścia :(

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj