zbliża się kolejna rocznica …

            Powoli, małymi krokami zbliża się kolejna rocznica. Stąpa cichutko, na paluszkach, jakby się skradała, jakby nie chciała mnie przestraszyć, a przecież wiem że nadchodzi. Coraz częściej budzę się smutna i chce mi się płakać. Zupełnie jakbym miała zły sen (o ile uda się zasnąć), tylko że nie pamiętam co mi się śniło. To taki okres, taki czas … jestem wrażliwsza na wspomnienia, łatwiej o łzy w oczach … 

            Piąta rocznica śmierci mego kochanego Niunia … nic nowego, nic niezwykłego. Minie jak każdy inny dzień roku i nic się nie zmieni. Znam to i już niczego nie oczekuję. To za tydzień … Od kilku dni mam wysokie ciśnienie, od kilku nocy nie mogę spać, a gdy zasnę, to zaraz się budzę. Przecież tego nie wywołuję. To się dzieje jakbym kompletnie nie miała na to wpływu … samo. Dlaczego? Czy zawsze już tak będzie?

            Ciągnie mnie znów na Żurawią. W piątek przyjedzie do mnie moja przyjaciółka i pojedziemy tam razem. Potrzebuję tego … nie wiem dlaczego. Po prostu muszę tam być, postać pod TYM oknem, zajrzeć do TEJ sali … MUSZĘ. Pamiętam dokładnie jak bardzo było mi ciężko, jak ogromnie się bałam, ale pamiętam też ile było we mnie nadziei … pomimo. Ja chyba jeżdżę tam co roku właśnie po to aby przywołać to uczucie nadziei jakie wtedy we mnie tkwiło. Bo moja nadzieja odeszła dopiero wraz z ostatnim westchnieniem Niunia … wszystko wtedy we mnie umarło. Tylko część się odrodziła.

            Chyba mogę powiedzieć, że już się pogodziłam. Już się nie buntuję i chyba udaje mi się nawet czasami (!) nie mieć pretensji do losu/Boga że zabrał mi Męża. Powoli przyzwyczajam się do wdowieństwa, choć to wcale nie jest proste, bo są momenty gdy czuję dyskomfort psychiczny z powodu bycia wdową. Nienawidzę tego określenia, ale to fakt – jestem wdową. Może powinnam myśleć o sobie „wolna”, „singielka”, ale to mi się kojarzy z jakimś wyborem, a ja przecież nie miałam wyboru zostając wdową.

            Nie lubię TEGO okresu … jestem smutna, zgorzkniała, apatyczna, depresyjna … jestem do dupy :( . Wolę wtedy z nikim się nie spotykać, aby nie zarażać swoim nastrojem i aby nikogo do siebie nie zrażać. Zastanawiam się, czy to mi kiedyś minie? Nie ukrywam, że chciałabym aby minęło. Na początku żałoby miałam przeświadczenie, że właśnie tak powinno być … już zawsze. Teraz już tak nie myślę. Fakt, że sam listopad jest miesiącem depresyjnym (przynajmniej dla mnie), a tu jeszcze rocznica. Minie, przejdzie … jak wszystko, a ja to przeżyję. Dam radę … z roku na rok jakby lżej, chociaż świadomość wciąż ta sama: wdowa, samotna, niczyja :( .

Ten wpis został opublikowany w kategorii ... wdową być i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>