TEN DZIEŃ …

            Dzisiaj jest TEN DZIEŃ … dzień mokry od łez, dzień wypełniony wspomnieniami, owładnięty tęsknotą … dzień bez hamulców, bez racjonalnego myślenia, bez rozsądku … MÓJ WDOWI DZIEŃ. Dzień dla Niunia.

            Jesteś blisko, kochany mój, wiem to. Tak bardzo w to wierzę, że czasem nawet to czuję. Nie potrafię tego wytłumaczyć i nawet nie będę próbować. Leżę chora w łóżku i wyobrażam sobie, że leżysz tu obok mnie … patrzysz na mnie tym swoim spojrzeniem … spojrzeniem brązowym z zielonymi plamkami … i szkoda tylko, że milczysz :( . Postarzałam się bez Ciebie Niuniu … kołowrót się zatrzymał. Gdy zniknąłeś obracał się jeszcze jakiś czas, bazując jedynie na sile rozpędu, ale coraz wolniej. Nie pamiętam swego funkcjonowania zaraz „po”. Pamiętam jedynie kompletną niechęć do życia … niechęć do ŻYCIA BEZ CIEBIE. Pamiętam gniew przez wielkie G … gniew na los, Boga, śmierć … Bez pytania, bez konsultacji, bez mojej zgody odebrano mi nadzieję … odebrano mi Ciebie. W jednej chwili zrobiono ze mnie wdowę, a ja nie miałam nic do gadania. Słyszę gdzieś nad uchem słowa: „nie zatrzymuj go, pozwól mu odejść”. Nie pamiętam czyje to były słowa (może brzmiały tylko w mojej głowie?), ale nie chciałam pozwolić Ci odejść … tak, byłam wtedy egoistką, myślącą tylko o sobie … nie chciałam bez Ciebie żyć! Nie chciałam nawet sobie wyobrażać jak mogłoby być bez Ciebie, chociaż okrutny los podsuwał mi już od pewnego czasu jakieś obrazy, które konsekwentnie odganiałam machając nawet energicznie głową prawie do bólu.

            Pamiętam Twoje ostatnie westchnienie, bo wtedy stanęło mi serce, a przynajmniej tak poczułam. Szok, niedowierzanie, zaskoczenie … bo przecież pomimo diagnozy („to jest już stan agonalny, nastąpił obrzęk płuc”) ja czekałam na CUD i byłam pewna (!!!), że się wydarzy. Bo dlaczego nie … cuda się przecież zdarzają. Więc dlaczego nie teraz, nie dla mnie, nie dla nas?! Do ostatniej sekundy wierzyłam w CUD … miałam nadzieję. Byłam głucha na wszystko i wszystkich. Tak mocno trzymałam się tej swojej nadziei, że nic i nikt nie był w stanie mnie od niej oderwać. Moja NADZIEJA … pozbawiona rozsądku, racjonalnego myślenia, głucha na oczywiste fakty i kompletnie ślepa. Pomyślałam sobie w końcu, że uratuje Cię moja miłość … a już potem pomyślałam sobie, że Cię za mało kochałam :( . Bo gdybym kochała Cię bardziej, to żyłbyś do dziś. Głupie myślenie? A jakiego innego myślenia można oczekiwać od zniekształconej bólem duszy, od na strzępy rozerwanego serca?

            Szpital (od momentu Twego zniknięcia), kaplica, cmentarz – pamiętam tylko Ciebie i mnie. Jak przez mgłę pamiętam twarze osób obok mnie. Zresztą nawet nie chcę ich pamiętać. Chciałam pamiętać tylko Ciebie. Stałam przy Tobie i intensywnie wpatrywałam się w Twoją twarz, starając się zapamiętać każdy szczegół, najmniejszy drobiazg. Trzymałam dłoń na Twojej głowie, tak jak lubiłeś. Była zimna i miałam nadzieję, że ogrzeję ją swoją ciepłą dłonią, ale to moja dłoń zrobiła się zimna :( . Nie było odwrotu :( .

            Niedowierzanie, gniew, bunt, bolesna tęsknota, dojmująca pustka, wszechogarniający smutek, nieoczekiwane potoki łez nie do zatrzymania w akompaniamencie głośnego szlochu i jęku, totalny marazm, myśli samobójcze, bezsens i niepogadzanie się, niepogadzanie, niepogadzanie (!!!). To wszystko towarzyszyło mi bardzo długo … baaaaaaaaaaardzo dłuuuuuuuuuugo. Bez prochów, bez psychologów, psychiatrów, psychoterapeutów … Skoro zostałam bez prawa łaski skazana na wdowieństwo, musiałam je czuć każdym zmysłem … bez znieczulenia, świadomie, namacalnie. Pomyślałam sobie, że właśnie tak jest sprawiedliwie. Poza tym pamiętałam jak często powtarzałeś mi, że jestem tak bardzo silna, że chciałbyś choć w połowie być taki silny jak ja. Nie mogłam Cię zawieść, musiałam dać radę … musiałam pokazać Ci, że wdowieństwo mnie nie zniszczy, nie zgniecie, nie pokona. Jednak wszystkie jego etapy musiały przetaczać się przez moje życie tylko i wyłącznie w moim tempie. Nie było łatwo (bo jakże mogło by być łatwo) … do tej pory nie jest (bo to wciąż jeszcze trwa, pomimo tego, że za osiemnaście dni miną już cztery lata odkąd odszedłeś). Stałam się innym człowiekiem, ale dużo zostało mi z „tamtej” mnie. Na duszy mam wytatuowane WDOWA, a na sercu NICZYJA. I tak już zostanie.

            Kocham Cię Niuniu, zawsze będę Cię kochała … powtarzam Ci to codziennie przed zaśnięciem. Tak będzie dopóki bije mi serce, dopóki oddycham. Taki mój wybór. Bądź blisko … za szybą … i czekaj na mnie. Dam radę, wiedząc że czekasz :) . Dzisiaj tylko mam jeden z tych „gorszych” dni. Mój żal, tęsknota i smutek muszą spłynąć łzami … zostanie czysta siła, która posłuży mi do następnego razu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii ... wdową być i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „TEN DZIEŃ …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>