zanurzona we wspomnieniach …

            Dzisiaj (13 lipca) skończyłam 55 lat. Kiedy to przeleciało? Ponad pół wieku życia … cały szmat. Jestem na swojej ukochanej działeczce (gdzie nie ma Internetu, więc ten tekst będzie wrzucony z opóźnieniem). Pożegnałam już gości i jestem sama … uwielbiam tu być … cisza, spokój … tu naprawdę odpoczywam, tu się naprawdę wysypiam, tu się wyciszam. Wszystko mi tu pasuje, wszystko odpowiada … jestem tu szczęśliwa. Lubię tu być z najbliższymi, ale również bardzo lubię być tu całkiem sama … lubię swoje towarzystwo :) . Od razu cisną się do głowy wspomnienia … oczywiście wspomnienia o moim kochanym Niuniu … Jedno z wielu to takie: ja byłam na działce, a on przyjeżdżał tu do mnie po pracy, następnego dnia jechał stąd do pracy i po znów wracał. Nie przeszkadzało mu to, że musiał wstawać o wiele wcześniej rano bo stąd miał dużo dalej niż z domu. Chciał być ze mną i tylko to było ważne. Mnie z kolei nie przeszkadzało to, że muszę wstawać razem z nim (chociaż generalnie nie cierpię wstawać bladym świtem). Cieszyłam się, że do mnie przyjeżdża, że chce mu się … że chce być ze mną. Bezcenne wspomnienia :) .

            5 lat temu (w wielkiej tajemnicy przede mną) zorganizowano tu dla mnie pięćdziesiątkę (głównie moja ukochana siostra I. i moja przyjaciółka A.). Ależ to była impreza … każdy przyniósł mi róże (moje ukochane kwiaty), były wiersze specjalnie dla mnie napisane, był grill, ognisko i piosenki śpiewane wspólnie przy akompaniamencie gitary, był wielki tort ze świeczkami, były tańce na trawie … mnóstwo radości, śmiechu i tyle życzliwych mi ludzi, że co rusz tylko ocierałam łzy ze wzruszenia. Nie spodziewałam się tylu osób … nie spodziewałam się takiej imprezy. I był jeszcze wtedy ze mną mój Niuń … jeszcze ze mną był. I miałam z kim dzielić tę wielką radość, wzruszenie i wszystkie inne pozytywne uczucia jakie towarzyszyły mi tego dnia.

            Dzisiaj jestem sama … wspominam. Codziennie wieczorem zapalam lampeczkę na werandzie … dla Niunia … aby łatwiej mógł tu do mnie trafić (jak napisała na fb moja córa). Robię tak za każdym razem jak tu przyjeżdżam, to już taki rytuał. Lampionik już postarzał … „nadgryziony zębem czasu”. Tyle razy już nosiłam się z zamiarem aby go wymienić, ale sentyment jakoś mnie przed tym powstrzymuje. To moja przyjaciółka A. kupiła ten lampionik … bez jakiegoś określonego i specjalnego przeznaczenia i nawet już nie pamiętam okoliczności w jakich powstał pomysł, że będę go zapalać właśnie dla Niunia. Niektóre wspomnienia wykrada mi czas :( .

            Przeżyłam już 55 lat … ile mi jeszcze zostało? Ile razy jeszcze zasnę wieczorem i obudzę się rano zanim odejdę? Ile jeszcze przede mną moich ukochanych wiosen? Ile jeszcze poniedziałków i wtorków, które same zaczęły się liczyć i same przestały? Ile razy jeszcze przyjadę tu aby odnaleźć spokój i zanurzyć się w cudownych wspomnieniach? Ile … ?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Życie ... i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>