Peru …

            I przyszło lato. Równie intensywnie wyczekiwane jak wiosna. W większości mokre od deszczu, głośne od burz i mroczne od chmur. Wolę jednak lato niż zimę … zdecydowanie.

               Przychodzi lato i w którymś jego momencie jak bumerang wraca marzenie – zobaczyć Peru. Nie Paryż, nie Londyn, nie Amsterdam, nie Rzym, nie Krym, nawet nie Nowy Jork … ZOBACZYĆ PERU :D ! Polecieć do Limy, wziąć przewodnika i ruszyć śladami Inków. To jest moje marzenie od wielu lat. Ciągle jednak jestem ograniczona finansowo, a i pędzący czas z roku na rok jest coraz mniej sprzyjający. Kto jednak może zabronić mi marzyć? Otóż NIKT :D ! Dlatego nadal marzę o Peru i tak cichutko powtarzam sobie, że w końcu je zobaczę i zachłysnę się powietrzem jakim oddychają żyjący tam w większości Indianie (głównie Keczua i Ajmarowie). Nie wiem jak to się stanie, nie mam pojęcia kiedy mogłoby to nastąpić, ale przecież to nie jest niemożliwe :D . Dlatego nie przestanę marzyć. Bez marzeń życie byłoby strasznie smutne i puste.

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

ślub i wesele …

            W tę sobotę byłam na pięknym weselu. Najpierw na pięknym ślubie w małym starym kościółku. Za mąż wyszła moja siostrzenica, moja chrześniaczka. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na jakimkolwiek ślubie. Emocji, które mną targały podczas mszy nawet nie jestem w stanie opisać. Płakałam … ze wzruszenia, z tęsknoty, do wspomnień … czasem aż mnie zatykało. Gdy chórzystka zaczęła śpiewać Ave Maria, to myślałam, że zwyczajnie się rozpadnę … na moim ślubie też było Ave Maria. Dałam radę, przeżyłam.

            Wesele idealne … mnóstwo ludzi … młodych, roześmianych, energicznych, radosnych … wspaniała muzyka, DJ rewelacyjny (jakby tylko po to się urodził), bardzo dobre jedzenie, cała gama trunków do wyboru do koloru, konkursy, zabawy, pozowane śmieszne zdjęcia, animatorki zajmujące się dziećmi … naprawdę wszystko zapięte na ostatni guzik jak to się mówi. Żadnych ekscesów, niemiłych sytuacji, problemów związanych z zachowaniem gości. Czułam się jakbym grała w jakimś filmie. Wszystko było cudne … i w tym wszystkim JA – samotna wdowa … bez Męża … nie do pary … Ten przepiękny ślub i wesele były kolejną okazją abym bardziej niż na co dzień poczuła się kim jestem tak naprawdę, właśnie samotną wdową :( . Starałam się z całych sił nie pamiętać ciągle o tym kim jestem, ale to nie było proste … gdy mężczyźni prosili swoje panie do tańca, ja zostawałam przy stole sama :( . I to przecież niczyja wina. Siedziałam na swoim krzesełku i przyglądałam się jak inni wirują w takt muzyki. Krzesełka były wygodne, duże i ciężkie … panowie odsuwali je swoim paniom aby mogły wygodnie usiąść, ja swoje odsuwałam sama. Ja wiem, to wszystko są drobiazgi, właściwie nic nie znaczące szczegóły, ale wszystkie one kłuły mnie bezlitośnie jak szpilki. Osoby, które mnie znają zauważały czasami te moje zamyślenia i niekontrolowane smutne miny. Od razu do mnie podchodziły, zagadywały lub po prostu przytulały bez słów i to było miłe, takie pokrzepiające. Przyjaciele, rodzina …

            Wesele bez wątpienia uważam za idealne, łącznie ze ślubem. Bawiłam się absolutnie bardzo dobrze (tańczyłam również, żeby nie było :) ) biorąc pod uwagę fakt kim jestem. Naprawdę, bez żadnego oszukiwania, to był bardzo udany dzień. Nawet pogoda dopisała, jakby ktoś ją zamówił :) . Oprócz smutnych momentów przekonałam się jeszcze, że nie jestem sama (niby o tym wiedziałam, ale miło jest przeżywać tego dowody). Jestem tylko samotna, a na to nikt nie ma wpływu. Nikt mnie nie zapytał czy tego chcę, nie dał mi wyboru (jeżeli ktoś mówi, że zawsze jest wybór, to g… prawda, bo nie wybrałam sobie wdowieństwa, zostało mi narzucone odgórnie!). Powstały kolejne wspomnienia, kolejne przeżycia dołączyły do przeszłości. Życie toczy się dalej. Co mi przyniesie? Ile go jeszcze zostało? Same niewiadome …

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , | Skomentuj

tęsknota …

            Zbliżają się kolejne Święta Wielkanocne … wiosenne, urocze święta … następne święta bez Niunia :( . W ogóle nie czuję atmosfery świąt … w sobotę nawet chciałam jechać na działkę, a po jakimś czasie dotarło do mnie, że to przecież będzie WIELKA SOBOTA. Tęsknię bardzo, czuję się strasznie samotna … jakaś taka byle jaka … czuję się BARDZO NICZYJA :( .

            Załatwiłam sobie bark i cierpię już od miesiąca :( . Przeciążyłam go. Gdyby żył mój kochany Niuń, wyręczałby mnie w wielu sprawach, ale Go nie ma i wszystko muszę robić sama :( . W tym roku będę miała brudne okna, a i w domu nie dałam rady posprzątać … nie mogę nawet odkurzać odkurzaczem i dodatkowo rozwala mnie to psychicznie. Nie cierpię być niedołężna!!! Przychodzi do mnie dwudziestoparoletnia dziewczynka i robi mi masaże. Już po dwóch poczułam poprawę. Ręka jest bardziej ruchoma i dzięki temu jakby mniej boli. Już słyszałam, że to może ciągnąć się nawet do roku czasu :( . Nie wiem jak to zniedołężnienie wytrzymam psychicznie, bo na ból fizyczny jestem bardziej odporna. Najgorsze jest układanie włosów i podciąganie spodni, a zapięcie biustonosza, to prawdziwe wyzwanie … jeden OGROMNY ból :( .

            Dobra, dosyć o przypadłościach wszelakich. Zauważyłam, że coraz częściej temat chorób przebija w rozmowach wszystkie inne tematy. Tak nie może być!!!

            Byłam dzisiaj u Niunia na cmentarzu aby ogarnąć troszkę grób po zimie. Zastanawiałam się w ogóle czy dam radę zrobić cokolwiek (powinnam była zrobić to już wcześniej, ale bark totalnie mi to uniemożliwiał) … Jakoś mi się udało (mimo bólu). Posadziłam kwiatuszki i jest ładnie. Zauważyłam, że chryzantemom znowu udało się przezimować i są już młode zielone pędy :) .

            Bardzo mi brakuje mego kochanego Mężusia :( . Poprosiłam Go aby spowodował (jedno z Jego ulubionych określeń), że bark będzie mnie mniej bolał i uważam, że to On właśnie zesłał mi M. od masażu, bo to był naprawdę przypadek. Jest przy mnie mój kochany Niuń, czuwa, troszczy się. Niech sobie inni myślą co chcą, ale ja tak właśnie uważam i wierzę w to. Bez tej wiary moja dalsza egzystencja nie miałaby w ogóle żadnego sensu. Dzisiaj najbardziej brakuje mi Jego głosu … chciałabym aby do mnie mówił, mówił, mówił (mimo, że na ogół był oszczędny w słowach). Brakuje mi Jego serdecznego śmiechu … już ryczę :( . Ciężko mi bez Niego … BARDZO, ale muszę sobie jakoś z tym radzić … raz lepiej, raz gorzej. Nie zawiodę Go i jeżeli zdarzy mi się rozpaść na milion kawałków, to potrwa to tylko chwilę i zaraz się pozbieram … dla Niego, bo bardzo Go kocham i to się NIGDY nie zmieni.

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , | Skomentuj

wiosna …

            Tak bardzo czekałam na wiosnę … i przyszła … zimna, wietrzna, deszczowa, a więc smutna :( . Nie na taką wiosnę czekałam, nie za taką tęskniłam. Potrzebuję wiosny ciepłej, słonecznej, wesołej, takiej która zacznie ładować moje akumulatory na kolejny rok. Potrzebuję wiosny, która daje nadzieję … nadzieję na wszystko. Takiej, która złagodzi moje wdowie przygnębienie i zetrze z duszy smutek.

            Tęsknię za Niuniem :( . Bo jak nie tęsknić? Nie da się. Tak długo już Go nie widziałam, nie słyszałam Jego głosu (Jego śmiechu), nie dotykałam Go … boli :( . Dzień mija za dniem, tydzień za tygodniem … od naszego „rozstania” minęły już lata, a ja nadal myślę o Nim każdego dnia i każdego dnia zapewniam Go o swojej miłości. Zrobił się już z tego taki jakby rytuał. Niedawno dopadł mnie pewien problem i poprosiłam Niunia aby pomógł mi go rozwiązać … pomógł, problemu nie ma :) . I to jest jeden z dowodów na to, że On nadal jest przy mnie, czuwa … „za szybą”. Lżej żyć z taką świadomością :) . Coraz rzadziej mówię o tym swoim bliskim … nie zrozumieją, a ja nie chcę tłumaczyć, przekonywać … po co? Nie chcę się powtarzać, a TU mogę ile mi się żywnie podoba :) . Moje życie, moje myśli i mój blog :) .

            Ta wiosna przyniosła mi ze sobą nowe dolegliwości, ale nie będę o nich pisać. Jestem w wieku, gdzie temat chorób najczęściej zastępuje już wszystkie inne tematy, ale próbuję się nie dawać. Intensywnie myślę o ciepłej wiośnie, o mojej kochanej wiośnie … wiem, że nadejdzie, to tylko kwestia czasu. Pod balkonem wzeszły mi w tym roku białe krokusy :) . Nie wiem skąd się wzięły, bo ich nie sadziłam … jakieś samosiejki, samoistne zwiastuny wiosny. Wzeszły już tulipany, ale te akurat sama posadziłam jesienią. Teraz będę czekać aż rozkwitną aby cieszyć oko pięknem natury. Nie mogę się doczekać kiedy pojadę na działeczkę. Z powodu nowych dolegliwości jestem trochę (a nawet bardziej niż trochę) ograniczona fizycznie i martwi mnie to, bo tam czeka tyle pracy związanej z nadejściem wiosny … trzeba działeczkę przygotować do nowego sezonu. I znowu na myśl przychodzi mi mój kochany Niuń … tak bardzo przydałaby mi się Jego pomoc. Tyle rzeczy robiliśmy tam razem … ech :( . Ciężko żyć samotnie, ale tak widać miało być. To nie był mój wybór, nie miałam tu nic do powiedzenia. Los (Bóg?) zadecydował za mnie. Tak często się mówi, że zawsze jest wybór, ale to nieprawda, bo gdybym rzeczywiście miała wybór, to z pewnością nie wybrałabym wdowieństwa.

            A moja wiosna to mnie chyba usłyszała, bo zajrzała w moje okna słonkiem :) . I od razu się uśmiechnęłam, bo jak inaczej :) . Momentalnie poczułam tę pozytywną energię i na tę chwilę jest OK :) .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , | Skomentuj

cała jestem tęsknotą …

            Już od rana dopadają mnie dziś niekontrolowane spazmy (poniedziałek?). Tęsknię, tęsknię, tęsknię … !!! Tak bardzo chciałabym zawrócić czas … chciałabym po prostu aby mój Niuń był tu teraz ze mną. I świadomość, że czasu nie da się zawrócić i nigdy Go już tu ze mną nie będzie wcale nie pomaga, wręcz przeciwnie. Jest mi smutno, źle, samotnie, niczyjo … :( .

            Zbliżają się najpiękniejsze w roku święta, a ja jestem sama :( . Zawsze uwielbiałam samo to oczekiwanie, a teraz … czuję się niepełna :( . Nie potrafię już cieszyć się tym czasem jak kiedyś. Wigilię spędzam zawsze w rodzinnym gronie kilkunastu osób, ale osoby której najbardziej potrzebuję w tym czasie nie ma przy mnie :( . Radość niepełna, niepełne święta i ja NICZYJA. Czasami myślę sobie, że dobrze byłoby zasnąć i obudzić się już w nowym roku. Z jednej strony cieszę się na te nadchodzące święta, a z drugiej właśnie w ogóle się nie cieszę … jestem rozdarta :( . Słucham sobie świątecznych piosenek, wspominam jak to było kiedyś i od razu płaczę. Racjonalne myślenie diabli wzięli. Dzisiaj nie myślę racjonalnie, dzisiaj chcę mego Niunia … teraz, zaraz, natychmiast! Chcę aby był przy mnie, mocno mnie przytulił i powiedział mi, że kocha mnie bardziej niż bardzo. Wierzę w to, że On jest tu obok (za szybą), ale dzisiaj chcę Go dotknąć, usłyszeć Jego głos, poczuć Jego zapach … Pocieszające jest to, że NIKT (!!!) nie może zabronić mi tego chcenia.

            Piąte święta bez Niunia … JUŻ piąte. Kiedy to zleciało? Wydaje się, że jeszcze tak niedawno ubierał z naszą córą choinkę … W tym roku choinkę (tę samą, którą kupiliśmy kiedyś razem z Niuniem) ubierałam sama. Pierwszy raz w życiu ubrałam ją tak wcześnie, bo zawsze była ubierana najwcześniej dzień przed Wigilią. Tak jakoś chciałam już ją mieć ubraną … nie wiem skąd ten pośpiech … chociaż właściwie to żaden pospiech, tylko chęć posiadania ubranej choinki już teraz, wcześniej niż zwykle. Chciałam coś przybliżyć, wywołać? Nie wiem. Zaciskam mocno powieki, napinam wszystkie mięśnie, wstrzymuję oddech … nic się nie dzieje, nie mam czarodziejskiej mocy :( .

            Dzisiaj cała jestem tęsknotą … jedną wielką tęsknotą za Niuniem, a dzisiejszy dzień jest mokry od łez :( . Chciałabym cofnąć czas, a jeżeli nie, to w jakiś magiczny sposób zmaterializować mego Niunia i przytrzymać Go tak aby został ze mną na święta. Nigdzie bym już wtedy nie poszła, zostałabym tu z Nim i nikt więcej nie byłby mi potrzebny. Nie da się :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , , | 2 komentarzy

rocznica …

            4 lata … 1460 dni … 35047 godzin (już) … a mnie się wydaje jakbym przed chwilą jeszcze trzymała Go za rękę. Wiele razy już tu pewnie powtarzałam, że według mnie wszystko dzieje się po coś, z jakiegoś powodu … do tej pory nie wiem po co umarł mój Mąż. Jaki zamysł miał los (?), Bóg (?), samo życie (?) odbierając mi Go? Realizacją czyjego planu była Jego śmierć? Komu przeszkadzał na tym padole, że trzeba było Go stąd usunąć? Nie zastanawiam się w tej chwili czy te wszystkie pytania mają jakikolwiek sens, czy są logiczne. Siedzą dziś w mojej głowie, więc je tu uwolniłam.

            Dzisiaj sobie odpuszczam wszelkie napinania się, strofowania samej siebie za brak siły … dzisiaj nie mam siły … dzisiaj w ogóle nie muszę być silna. Dzisiaj po prostu jestem wdową i daję upust cierpieniu. Nie, nie celebruję … zwyczajnie poddaję się wszelkim myślom, wspomnieniom i mimo, że nie ma Go tu przy mnie fizycznie, jestem Jego … jestem dla Niego. Niech się samo myśli, niech się sobie samo dzieje cokolwiek … jestem otwarta na wszystko. Nie oglądam dziś zdjęć (oglądałam je parę dni temu), bo właśnie nie celebruję. Byłam na mszy, na którą się spóźniłam przez kogoś, dla kogo ten dzień nie był wcale tak ważny jak dla mnie (w sumie nie musiał) i podczas której ksiądz tylko raz wymienił imię mego Męża, bo cały był skupiony kompletnie na czymś innym, pomimo iż zapłaciłam za mszę w intencji Niunia w czwartą rocznicę Jego śmierci (staram się być ponad to) … potem byłam na cmentarzu … zawiozłam Mu róże i zapaliłam zniczyki … nie powstrzymywałam łez spływających po twarzy … widocznie miały płynąć, przecież nie zawsze płaczę gdy jestem na cmentarzu.

            Boli … boli puste miejsce przy stole i w naszym wielkim łóżku, boli milczący telefon, brak głosu (przede wszystkim śmiechu), zapachu, dotyku … I cóż z tego, że minęły 4 lata? Przecież to niczego nie zmienia, nadal odczuwam ten brak. Nie zarzekam się, że tak będzie zawsze, chociaż czasem zastanawiam się czy rzeczywiście zawsze już tak będzie. Nie wiem co jeszcze przede mną (w odróżnieniu od tego co za mną), co przyniesie mi los. Jak się potoczy dalej życie wdowy, którą się stałam 4 lata temu? Dzisiaj jestem wdową, która „przed chwilą” zamknęła oczy swemu Mężowi :( . Tak się czuję … widocznie tak ma być.

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

TEN DZIEŃ …

            Dzisiaj jest TEN DZIEŃ … dzień mokry od łez, dzień wypełniony wspomnieniami, owładnięty tęsknotą … dzień bez hamulców, bez racjonalnego myślenia, bez rozsądku … MÓJ WDOWI DZIEŃ. Dzień dla Niunia.

            Jesteś blisko, kochany mój, wiem to. Tak bardzo w to wierzę, że czasem nawet to czuję. Nie potrafię tego wytłumaczyć i nawet nie będę próbować. Leżę chora w łóżku i wyobrażam sobie, że leżysz tu obok mnie … patrzysz na mnie tym swoim spojrzeniem … spojrzeniem brązowym z zielonymi plamkami … i szkoda tylko, że milczysz :( . Postarzałam się bez Ciebie Niuniu … kołowrót się zatrzymał. Gdy zniknąłeś obracał się jeszcze jakiś czas, bazując jedynie na sile rozpędu, ale coraz wolniej. Nie pamiętam swego funkcjonowania zaraz „po”. Pamiętam jedynie kompletną niechęć do życia … niechęć do ŻYCIA BEZ CIEBIE. Pamiętam gniew przez wielkie G … gniew na los, Boga, śmierć … Bez pytania, bez konsultacji, bez mojej zgody odebrano mi nadzieję … odebrano mi Ciebie. W jednej chwili zrobiono ze mnie wdowę, a ja nie miałam nic do gadania. Słyszę gdzieś nad uchem słowa: „nie zatrzymuj go, pozwól mu odejść”. Nie pamiętam czyje to były słowa (może brzmiały tylko w mojej głowie?), ale nie chciałam pozwolić Ci odejść … tak, byłam wtedy egoistką, myślącą tylko o sobie … nie chciałam bez Ciebie żyć! Nie chciałam nawet sobie wyobrażać jak mogłoby być bez Ciebie, chociaż okrutny los podsuwał mi już od pewnego czasu jakieś obrazy, które konsekwentnie odganiałam machając nawet energicznie głową prawie do bólu.

            Pamiętam Twoje ostatnie westchnienie, bo wtedy stanęło mi serce, a przynajmniej tak poczułam. Szok, niedowierzanie, zaskoczenie … bo przecież pomimo diagnozy („to jest już stan agonalny, nastąpił obrzęk płuc”) ja czekałam na CUD i byłam pewna (!!!), że się wydarzy. Bo dlaczego nie … cuda się przecież zdarzają. Więc dlaczego nie teraz, nie dla mnie, nie dla nas?! Do ostatniej sekundy wierzyłam w CUD … miałam nadzieję. Byłam głucha na wszystko i wszystkich. Tak mocno trzymałam się tej swojej nadziei, że nic i nikt nie był w stanie mnie od niej oderwać. Moja NADZIEJA … pozbawiona rozsądku, racjonalnego myślenia, głucha na oczywiste fakty i kompletnie ślepa. Pomyślałam sobie w końcu, że uratuje Cię moja miłość … a już potem pomyślałam sobie, że Cię za mało kochałam :( . Bo gdybym kochała Cię bardziej, to żyłbyś do dziś. Głupie myślenie? A jakiego innego myślenia można oczekiwać od zniekształconej bólem duszy, od na strzępy rozerwanego serca?

            Szpital (od momentu Twego zniknięcia), kaplica, cmentarz – pamiętam tylko Ciebie i mnie. Jak przez mgłę pamiętam twarze osób obok mnie. Zresztą nawet nie chcę ich pamiętać. Chciałam pamiętać tylko Ciebie. Stałam przy Tobie i intensywnie wpatrywałam się w Twoją twarz, starając się zapamiętać każdy szczegół, najmniejszy drobiazg. Trzymałam dłoń na Twojej głowie, tak jak lubiłeś. Była zimna i miałam nadzieję, że ogrzeję ją swoją ciepłą dłonią, ale to moja dłoń zrobiła się zimna :( . Nie było odwrotu :( .

            Niedowierzanie, gniew, bunt, bolesna tęsknota, dojmująca pustka, wszechogarniający smutek, nieoczekiwane potoki łez nie do zatrzymania w akompaniamencie głośnego szlochu i jęku, totalny marazm, myśli samobójcze, bezsens i niepogadzanie się, niepogadzanie, niepogadzanie (!!!). To wszystko towarzyszyło mi bardzo długo … baaaaaaaaaaardzo dłuuuuuuuuuugo. Bez prochów, bez psychologów, psychiatrów, psychoterapeutów … Skoro zostałam bez prawa łaski skazana na wdowieństwo, musiałam je czuć każdym zmysłem … bez znieczulenia, świadomie, namacalnie. Pomyślałam sobie, że właśnie tak jest sprawiedliwie. Poza tym pamiętałam jak często powtarzałeś mi, że jestem tak bardzo silna, że chciałbyś choć w połowie być taki silny jak ja. Nie mogłam Cię zawieść, musiałam dać radę … musiałam pokazać Ci, że wdowieństwo mnie nie zniszczy, nie zgniecie, nie pokona. Jednak wszystkie jego etapy musiały przetaczać się przez moje życie tylko i wyłącznie w moim tempie. Nie było łatwo (bo jakże mogło by być łatwo) … do tej pory nie jest (bo to wciąż jeszcze trwa, pomimo tego, że za osiemnaście dni miną już cztery lata odkąd odszedłeś). Stałam się innym człowiekiem, ale dużo zostało mi z „tamtej” mnie. Na duszy mam wytatuowane WDOWA, a na sercu NICZYJA. I tak już zostanie.

            Kocham Cię Niuniu, zawsze będę Cię kochała … powtarzam Ci to codziennie przed zaśnięciem. Tak będzie dopóki bije mi serce, dopóki oddycham. Taki mój wybór. Bądź blisko … za szybą … i czekaj na mnie. Dam radę, wiedząc że czekasz :) . Dzisiaj tylko mam jeden z tych „gorszych” dni. Mój żal, tęsknota i smutek muszą spłynąć łzami … zostanie czysta siła, która posłuży mi do następnego razu.

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

listopadowe święto i wspomnienie nadziei na cud …

            Jutro Wszystkich Świętych, pojutrze Dzień Zaduszny, a ja jestem chora i oba te dni spędzę w domu :( . Nawet jeszcze rok temu rozpaczałabym z tego powodu … dzisiaj już nie. Moja córa powiedziała mi abym się nie martwiła, bo wszyscy zmarli, o których zawsze pamiętam wiedzą, że jestem chora więc odpuszczą mi nieobecność na cmentarzu przy ich grobach w te dni. Nie będę miała wyrzutów sumienia … już nie. Tylko żal mi, że nie zobaczę cmentarza lśniącego od niezliczonej ilości zniczy, nie zachłysnę się intensywnym zapachem chryzantem i nie poczuję tej wyjątkowej atmosfery panującej w tym miejscu właśnie w te święta. Wszystkim zmarłym bliskim memu sercu zapalę zniczyk w domu i pomodlę się za nich … z Niuniem porozmawiam sobie (chociaż wolałabym się do Niego przytulić), bo On jest tu ze mną cały czas … za szybą. Nie może inaczej być.

            Ciągnie mnie znowu na Żurawią … jak co roku. Nie wiem skąd we mnie jeszcze ta potrzeba aby tam pojechać, postać pod oknem sali, w której odszedł mój kochany Niuń. Nigdy nie wchodzę do środka, zawsze stoję na podwórku. Pozwalam wszystkim wspomnieniom związanym z tymi czterema (ostatnimi już) dniami, jakie spędził tu mój Niuń uwolnić się … nawet tym najdrobniejszym. Przywołuję je wszystkie … wszystkie jakie jeszcze pamiętam … obrazy, odgłosy, zapachy … JESZCZE tego potrzebuję. Gdy będę znała odpowiedź na pytanie „po co mi to?”, być może wtedy zniknie sama potrzeba aby tam jeździć. Na razie jednak czekam aż wyzdrowieję, aż naprawią mi moje autko i pojadę na Żurawią. Chcę znowu poczuć tę ogromną siłę nadziei na cud, jaką wtedy w sobie miałam i jakiej nie potrafiła zgasić żadna ostateczna diagnoza … zgasiła ją dopiero śmierć :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , | Skomentuj

czas …

            Pachnie jesienią … słońce jest coraz niżej … wieczory są coraz chłodniejsze … coraz częściej pod powiekami pojawiają się TAMTE obrazy … bolesne wspomnienia. Nie wywołuję ich, pojawiają się same. Niby do listopada jeszcze daleko, a jednak moja podświadomość powoli zaczyna przenosić się w TAMTEN czas. Coraz częściej dopada mnie smutek, nieoczekiwanie wilgotnieją oczy … skojarzenia, obrazy, odczucia … nawet zapachy … Nie mam na to wpływu. To się dzieje samo. Nie walczę z tym. Samo nadchodzi i samo odejdzie. Wiem to. Z roku na rok przeżywam to jakby lżej … ale jednak przeżywam. Boli jakby mniej … ale jednak boli. Taki oswojony ból.

            Zaraz minie 4 lata odkąd stałam się niczyja, a ja nadal tęsknię, nadal kocham, potrzebuję … Co noc (nie przegapiłam ani jednej), tuż przed snem, zapewniam Go o swojej miłości i proszę aby mi się przyśnił … aby przyszedł do mnie we śnie i powiedział jak bardzo mnie kocha i że czuwa nade mną. Nie śni mi się, nie przychodzi we śnie :( . Śnią mi się ludzie, o których w ogóle nie myślę, a On nie :( . Dlaczego?

            Wdowieństwo jest okropne ale da się z nim żyć. Potrzeba czasu aby przyzwyczaić się do kompletnie nieplanowanej sytuacji (ja sama do końca jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłam). Czas, czas, czas … do tego miłość i wsparcie rodziny, najbliższych i kompletna głuchota na słowa ludzi, którym się wydaje, że lepiej od nas wiedzą co czujemy i co jest dla nas najlepsze. Musiało minąć dużo czasu zanim poczułam, że jestem szczęśliwa … tak, szczęśliwa. Jest to zupełnie inne szczęście niż kiedyś (bo tamto nigdy nie wróci), ale jest. I nie mam z tym problemu, nie mam wyrzutów sumienia, że czuję się szczęśliwa. Jestem szczęśliwa bo mam tak wiele … są tacy, którzy nie mają z tego nawet małej części. I cóż z tego, że jestem sama … tak widać miało być, tak miałam zapisane. Nikogo mi nie brakuje w życiu oprócz mego Niunia. Staram się skupiać na tym co mam, a nie na tym czego nie mam i to daje mi szczęście, zadowolenie, napełnia optymizmem. A mój Niuń? Jest ze mną każdego dnia … za szybą … Tak bardzo chciałabym Go zobaczyć, dotknąć, przytulić, porozmawiać z Nim … jak kiedyś. I tak sobie żyję z dnia na dzień z tym chceniem i jakoś sobie radzę. Teraz będzie trochę trudniej … bo jesień, bo TAMTEN czas, bo blisko rocznica (kolejna) … ale dam radę. Bo jestem silna, bo jestem mądra wdowią mądrością, bo już dobrze znam ten stan i wiem, że minie. Da się żyć z połową serca … da się.

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , | Skomentuj

zanurzona we wspomnieniach …

            Dzisiaj (13 lipca) skończyłam 55 lat. Kiedy to przeleciało? Ponad pół wieku życia … cały szmat. Jestem na swojej ukochanej działeczce (gdzie nie ma Internetu, więc ten tekst będzie wrzucony z opóźnieniem). Pożegnałam już gości i jestem sama … uwielbiam tu być … cisza, spokój … tu naprawdę odpoczywam, tu się naprawdę wysypiam, tu się wyciszam. Wszystko mi tu pasuje, wszystko odpowiada … jestem tu szczęśliwa. Lubię tu być z najbliższymi, ale również bardzo lubię być tu całkiem sama … lubię swoje towarzystwo :) . Od razu cisną się do głowy wspomnienia … oczywiście wspomnienia o moim kochanym Niuniu … Jedno z wielu to takie: ja byłam na działce, a on przyjeżdżał tu do mnie po pracy, następnego dnia jechał stąd do pracy i po znów wracał. Nie przeszkadzało mu to, że musiał wstawać o wiele wcześniej rano bo stąd miał dużo dalej niż z domu. Chciał być ze mną i tylko to było ważne. Mnie z kolei nie przeszkadzało to, że muszę wstawać razem z nim (chociaż generalnie nie cierpię wstawać bladym świtem). Cieszyłam się, że do mnie przyjeżdża, że chce mu się … że chce być ze mną. Bezcenne wspomnienia :) .

            5 lat temu (w wielkiej tajemnicy przede mną) zorganizowano tu dla mnie pięćdziesiątkę (głównie moja ukochana siostra I. i moja przyjaciółka A.). Ależ to była impreza … każdy przyniósł mi róże (moje ukochane kwiaty), były wiersze specjalnie dla mnie napisane, był grill, ognisko i piosenki śpiewane wspólnie przy akompaniamencie gitary, był wielki tort ze świeczkami, były tańce na trawie … mnóstwo radości, śmiechu i tyle życzliwych mi ludzi, że co rusz tylko ocierałam łzy ze wzruszenia. Nie spodziewałam się tylu osób … nie spodziewałam się takiej imprezy. I był jeszcze wtedy ze mną mój Niuń … jeszcze ze mną był. I miałam z kim dzielić tę wielką radość, wzruszenie i wszystkie inne pozytywne uczucia jakie towarzyszyły mi tego dnia.

            Dzisiaj jestem sama … wspominam. Codziennie wieczorem zapalam lampeczkę na werandzie … dla Niunia … aby łatwiej mógł tu do mnie trafić (jak napisała na fb moja córa). Robię tak za każdym razem jak tu przyjeżdżam, to już taki rytuał. Lampionik już postarzał … „nadgryziony zębem czasu”. Tyle razy już nosiłam się z zamiarem aby go wymienić, ale sentyment jakoś mnie przed tym powstrzymuje. To moja przyjaciółka A. kupiła ten lampionik … bez jakiegoś określonego i specjalnego przeznaczenia i nawet już nie pamiętam okoliczności w jakich powstał pomysł, że będę go zapalać właśnie dla Niunia. Niektóre wspomnienia wykrada mi czas :( .

            Przeżyłam już 55 lat … ile mi jeszcze zostało? Ile razy jeszcze zasnę wieczorem i obudzę się rano zanim odejdę? Ile jeszcze przede mną moich ukochanych wiosen? Ile jeszcze poniedziałków i wtorków, które same zaczęły się liczyć i same przestały? Ile razy jeszcze przyjadę tu aby odnaleźć spokój i zanurzyć się w cudownych wspomnieniach? Ile … ?

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , , , | Skomentuj

pamięć …

            Pamięć jest dziwna. Bywa przewrotna, czasem podła. Zdarza się też, że bywa złośliwa, nietaktowna, wręcz okrutna … zawodna, wybiórcza, niedokładna. Ale jest też często błogosławieństwem, ostatnią deską ratunku, cudem …

            Są rzeczy, które pamiętamy latami i nie mamy kłopotu aby sobie o nich przypomnieć, a są też takie, które zapominamy w ułamku sekundy wcale się tym nie przejmując. Ważne są te pierwsze, bo to o nich chcemy pamiętać … ZAWSZE. Rozpamiętujemy każdą sekundę, wszystko. Powtarzamy w pamięci każdy szczegół aby nie umknął z biegiem czasu, aby w nas pozostał. Obrazy, uczucia, zapachy, gesty, odgłosy … wszystko co zarejestrowały nasze zmysły.

            Na razie jeszcze dokładnie pamiętam tamtą noc … szczegóły dla innych nieistotne, a dla mnie tak ważne … kciuk o kciuk, ćma po drugiej stronie szyby, szum monitora, bicie serca tak szybkie jak u ptaka, plamka krwi na piżamie, kapcie nierówno leżące pod szpitalnym łóżkiem … bezużyteczne … ostatnie głębokie westchnienie :( . Pamiętam też swoją wizualizację … otwiera oczy, jest zdziwiony, odłącza kroplówkę, wszystkie kabelki, wstaje z łóżka i mówi, że idziemy do domu … I ten milion różnych myśli przewalających się przez mój mózg … z jednej strony rozpacz, ból, bezsilność, rezygnacja, strach … z drugiej WIARA, NADZIEJA i MIŁOŚĆ. Taka wewnętrzna walka odbierająca wszelkie siły, odbierająca rozum … i czekanie czekanie czekanie … czekanie na CUD.

            Chcę to wszystko pamiętać! Póki oddycham, póki bije mi serce … póki mam świadomość. Chcę pamiętać … WSZYSTKO. Całe nasze wspólne życie … z porażkami i zwycięstwami (aby nie gloryfikować). Bo to MOJE … NASZE. To mi nie przeszkadza kroczyć w przyszłość … to nie przeszkadza mi być szczęśliwą (na swój sposób) … już nie.

            Pamięć jest dziwna, ale bez niej nie mielibyśmy swojej historii. Oby jak najdłużej nam służyła, nie opuszczała … oby długo jeszcze nie kruszył jej czas.

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , | Skomentuj

… proszenie

            Zauważyłam u siebie pewien problem … ciężko mi jest prosić … o skręcenie mebli, o wywiercenie otworów w ścianie czy suficie, o zmianę baterii w łazience nad wanną, o wymianę silikonu wokół wanny … jest tego jeszcze trochę. Gdyby żył mój Niuń, to On by to wszystko zrobił i nikogo nie musiałabym o nic prosić. Ale Go już nie ma :( . Mam w sobie obawę … że zawracam głowę, że chcę zająć czyjś cenny czas, że przeszkadzam … taki syndrom niechcianej wdowy. Okropne uczucie :( . Zdaję sobie sprawę z tego, że każdy ma swoje życie, swoje problemy … nie chciałabym burzyć niczyjego porządku, ale bez innych sobie nie poradzę … nie ze wszystkim (niestety). Dlatego muszę prosić. Jestem zależna … zależna od czyjejś dobrej woli, od humoru, od wolnego czasu właśnie dla mnie, od samego chcenia … Nie da się tego obejść. Nie chciałabym nikomu sprawiać kłopotu, a jednak sprawiam prosząc … i trudno mi uwierzyć, że tak nie jest. Może to jest rozczulanie się nad sobą … może coś jest ze mną „nie tak”. Zdecydowanie wolę pomagać niż prosić o pomoc.

            Czy tylko ja tak mam? Przecież proszenie o pomoc powinno chyba być czymś naturalnym. I naturalne jest dla mnie gdy o tę pomoc MNIE się prosi. Dlaczego więc problemem jest dla mnie gdy ma to zadziałać w drugą stronę? Nie wiem :( .

Opublikowano Życie ... | Otagowano , , , | Skomentuj

nikt nie wie …

            Nikt nie wie co mam w środku, co przeżywam prawie każdego dnia … ile jest we mnie tęsknoty, ile niespełnionej miłości, ile bezsilności, ile bólu (nadal) … Nie ma dnia abym o Nim nie myślała, nie wspominała … Bez Niego promienie słoneczka nie są tak promienne jak kiedyś … bez Niego deszcz nie jest tak deszczowy jak kiedyś, bez Niego mój śmiech jest przytłumiony, bez Niego moje szczęście jest przez małe „s”, bez Niego mój nowy świat jest niepełny, bez Niego …

            Tak ogromnie mi Go brakuje … potrzebuję Go, tęsknię, kocham … codziennie niezmiennie. To się chyba nigdy nie zmieni … i niech się nie zmienia. Oddałam Mu swoje serce, a On zabrał je ze sobą „za szybę”. Wierzę w to, że wciąż jest przy mnie … blisko … czuwa … Szkoda tylko, że nie mogę Go dotknąć, przytulić, zniknąć w Jego ramionach … jak kiedyś :( .

            Są we mnie dwie Iwony. Jedna nauczyła się już (chyba) żyć życiem jakie podarował jej los, choć wcale o to nie prosiła. Druga nadal jest tą „świeżą” wdową, która „wczoraj” pożegnała swego kochanego Męża. Żyją tak obie obok siebie i nawet radzą sobie jakoś ze swoją obecnością, chociaż przychodzą czasem takie chwile, kiedy zaczynają walczyć o to, która jest ważniejsza i która powinna kierować moim życiem. Ech … :( .

            Nikt nie wie jak często połykam łzy, jak często duszę w sobie spazm. Nikt by nie zrozumiał. Minęło już przecież tyle czasu od … Zdarzają się nawet pytania czy może już sobie kogoś znalazłam. Nikt nie wie jak bolą mnie takie pytania. Nie szukam … nie chcę … nie potrzebuję nikogo … nie potrzebuję „kogoś” … Potrzebuję mego Niunia, a skoro to niemożliwe – będę sama. To mój wybór. Nie wiem co jeszcze przyniesie mi los, kogo jeszcze postawi na mojej drodze życia, ale nie zamierzam nikogo szukać. Nikt nie będzie mnie kochał jak Niuń. Moja wyobraźnia jest na tyle ograniczona, że nie wyobrażam sobie swego życia z jakimś „kimś”.

            Codziennie przed snem zapewniam Go o swojej miłości … zupełnie jakby nadal żył, jakby był przy mnie … blisko. To już jak modlitwa. Przesadzam? A jeżeli nawet, to co? Czy ktoś może mi tego zabronić? Otóż nikt nie może mi tego zabronić. Nikt! Bo nikt nie wie jakie jest moje życie bez Niunia :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , , , | 2 komentarzy

ul. Żurawia … szpital … ostatni przystanek na drodze życia mego Niunia …

Byłam dziś na Żurawiej … jak co roku. Gdzieś tak w połowie listopada zaczynam odczuwać tę nieodpartą wręcz potrzebę aby tam pojechać. Dlaczego? Nie wiem. Nie potrafię tego wytłumaczyć. To tak, jakbym musiała zamknąć jakiś kolejny rozdział mego życia (a może raczej podrozdział). Już wcześniej zaplanowałam sobie, że to będzie właśnie dziś. Od rana byłam jakaś roztrzepana, nieprzytomna … i bardzo smutna :( . Czułam się tak, jakby ktoś na klatce piersiowej położył mi betonową płytę … brakowało mi powietrza … łapałam je wielkimi haustami jak ryba wyrzucona na brzeg. Czasami tak mam.

Poprosiłam moją kochaną siostrę aby zawiozła mnie dziś na Żurawią. Mogłam pojechać tam sama, ale nie chciałam. Już w drodze czułam jak łzy cisną mi się do oczu … uwolniłam je jak już byłyśmy na miejscu. Znajomy budynek, parking, schodki, wejście … i to okno, za którym zobaczyłam poręcz łóżka (może to było to samo łóżko, na którym odszedł mój Niuń?). Lawina wspomnień runęła na mnie tak nagle, że aż się zachwiałam. Zapaliłam papierosa. I. mówiła coś o mężu swojej koleżanki z pracy (być może aby wyrwać mnie trochę z tej lawiny) … nie wsłuchiwałam się za bardzo. Byłam „gdzie indziej” … :( .

W pierwszym roku żałoby najpierw pojechałam na ul. Ogrodową … tam woziłam Niunia na kolejne chemie. MUSIAŁAM tam pojechać. Pamiętam jak szłam przez długi korytarz tak dobrze mi znany … powoli … szczególna atmosfera i to coś, co czułam chyba tylko TAM … zapach śmierci. Poszłam na pergolę, gdzie siadywaliśmy z Niuniem aby porozmawiać sobie, porozwiązywać razem krzyżówki albo po prostu pomilczeć trzymając się za ręce. Usiadłam, zamknęłam oczy i starałam się przypomnieć sobie wszystkie chwile, które spędziliśmy wspólnie z Niuniem w tym znienawidzonym przez Niego szpitalu. Łzy płynęły mi z oczu nieprzerwanie. Nie pamiętam ile czasu tam siedziałam … godzinę? … dłużej? Czasami wchodził tam jakiś pacjent aby zapalić papierosa stojąc przy otwartym oknie. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, nikt o nic pytał. I dobrze.

Na Ogrodowej byłam tylko jeden jedyny raz (latem) … na Żurawią jeżdżę co roku (w połowie listopada). Wczoraj minęły 3 lata od dnia gdy z Ogrodowej przewieziono Niunia na Żurawią. To był piątek … w nocy z poniedziałku na wtorek odetchnął po raz ostatni :( .

Przede mną kolejna rocznica. Każda jest inna. Intensywność bólu maleje z czasem, ale OGROMNA STRATA na zawsze pozostanie OGROMNĄ STRATĄ. To się nie zmieni. Poczucie samotności (czytaj: WDOWIEJ SAMOTNOŚCI, a nie samotności w ogóle!), braku przynależności (ja – NICZYJA), marne poczucie bezpieczeństwa … to wszystko nadal we mnie tkwi. Czy kiedyś minie? Nie wiem :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz

„rocznicowy smutek” …

            Równo 34 lata temu poznałam mego Męża. Pojawił się w moim życiu całkiem nieoczekiwanie i pozostał już w nim do końca … do końca swego życia. Bardzo mi Go brakuje i często jeszcze łapię się na niedowierzaniu, że już nigdy do mnie nie wróci. Zamykam oczy i „widzę” Jego uśmiech, „słyszę” Jego głos. Nie zapomniałam … nigdy nie zapomnę. Przyzwyczaiłam się do tęsknoty, oswoiłam ból po stracie, ale wdowia samotność nadal uwiera i to się już chyba nie zmieni.

            Smutno mi dziś, ale nie jest to smutek depresyjny. Mogę go nazwać takim „rocznicowym smutkiem”. Niedługo kolejna rocznica … rocznica rozstania na zawsze :( . Wydaje mi się, że każda kolejna jakby mniej boli, ale jednak boli. Bo nic się przecież nie zmienia, nadal Go nie ma. Nie ma Go namacalnie, bo w moim sercu jest nadal … ZAWSZE w nim będzie. Znalazł w nim swoje miejsce i już w nim pozostanie. Trochę Mu to zajęło, bo dość długo byłam nieczuła na wszelkie Jego starania. Nie ustąpił, nie zrezygnował i w końcu zdobył moje serce :) . Zawsze powtarzał, że zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i nie mógł odpuścić. Mój kochany Niuń :) .

            Smutno … pusto … samotnie … zimno w sercu … :( .

Opublikowano ... wdową być | Otagowano , , , , , | Skomentuj